Listy
Aktualności

« poprzednie 8   
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 
21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34
   następne 8 »

» wyświetl same pytania
WAMPIRYZM ENERGETYCZNY ● OCHRONA PRZED ATAKIEM


Wampiryzm energetyczny przybiera najróżniejsze formy, może działać na poziomie emocjonalnym, duchowym i fizycznym. Stoją za nim energie astralne lub spotykani ludzie.

Na ataki astralu narażone są głównie osoby o niskiej odporności psychicznej, narkomani, alkoholicy (deliria), schizofrenicy, uczestnicy seansów spirytystycznych, jak również osoby eksplorujące wymiary duchowe lub eksperymentujące z rytuałami szamańskimi czy wahadłem. Należy być bardzo ostrożnym, bo „zabawy” z astralem mogą skończyć się katastrofalnie, doprowadzając do całkowitego rozpadu osobowości, psychoz, a nawet samobójstwa. To samo dotyczy zażywania środków psychotropowych i narkotyków, które osłabiają naturalne bariery odpornościowe psychiki przed kontaktem z „duchami”.

Na negatywną energię można natknąć się wszędzie, także we własnym domu. Nieświadomie sami możemy ją sprowadzić, np. przeklinając, złorzecząc lub oczerniając jakąś osobę. Nasz dom może też zostać nawiedzony przez energię astralną, np. kiedy ktoś z bliskich jest alkoholikiem lub narkomanem. W takich sytuacjach będziemy czuć się nieswojo, zaczniemy opadać z sił, kwiaty niewiadomo czemu będą żółknąć, pies stanie się niespokojny, kot zacznie się jeżyć itp. Zwierzęta mają kontakt ze światem astralnym i próbują nas ostrzec. Kiedy się zreflektujemy, że coś jest nie tak, natychmiast powinniśmy usunąć nieproszone energie z domu. Sposobów jest wiele.

Może się również zdarzyć, że wyjdziemy z domu w dobrym nastroju, aż nagle, nie wiadomo skąd i dlaczego, spadnie na nas zmęczenie, osłabienie czy złość. Ofiarą wampiryzmu energetycznego ze strony spotykanych ludzi możemy stać się w każdym miejscu – w sklepie, autobusie czy na ulicy. To zjawisko jest dziś powszechne, jednak większość osób czerpiących z innych energię jest tego zupełnie nieświadoma. Uważajmy jednak, aby nie stało się to naszą obsesją. Kradzież energii jest uwarunkowana, osoby świadome są bardziej odporne na wampiryzm.

Nie każdy dyskomfort świadczy o ataku energetycznym. Żyjemy w niespokojnych czasach, wciąż musimy borykać się z różnymi problemami, nie raz spada na nas smutek, w głowie kłębią się natrętne myśli, powracają niemiłe wspomnienia, żal do kogoś, poczucie krzywdy. Wtedy powinniśmy natychmiast przejść do działania i wprowadzić światło w przestrzeń. Można to zrobić mentalnie z pomocą Uniwersalnej Energii albo zapalić świecę, wezwać anioła, albo zapalić białą szałwię.


JAK SIĘ CHRONIĆ przed wampiryzmem w najbliższym otoczeniu?

1 ● Przede wszystkim nie wolno poczuć się ofiarą, bo w rzeczywistości każdemu może się to zdarzyć.
2 ● Trzeba jasno określić swoje zasady, wyznaczyć granice i nie pozwolić nikomu ich przekraczać.
3 ● Należy bezwzględnie trzymać się zasad, np. jeśli ktoś ustawicznie zasypuje cię swoimi problemami, a nie chce ciebie wysłuchać, powinieneś szybko zakończyć rozmowę.
4 ● Nie dać się wykorzystywać – należy pomagać innym, ale nie wolno się do tego przymuszać, trzeba umieć powiedzieć „nie”, w przeciwnym razie możesz zostać obrabowany z energii.
5 ● Warto wypracować w sobie ochronny nawyk, np. odcinanie nici widmowych z pomocą „mentalnych nożyczek” albo złoto-białego lub fioletowego światła, którym otulamy siebie lub osobnika. Można to stosować także wobec domowników, kiedy są w złym humorze, szukają zaczepki.
6 ● Schodzenie z drogi „natrętom” w rodzinie czy kręgu znajomych nie rozwiązuje problemu, bo energia nie zna granic. Lepiej się odciąć niż leczyć. Wtedy staniesz się nieatrakcyjny i sami zaczną cię unikać.

[7.01.2014 /4 Muluc P]



KWESTIE KALIBRACJI TZOLKIN
z kalendarzem gregoriańskim



Mam pytanie odnośnie kinów i ich poprawności. Na waszej stronie wychodzi mi, że jestem Ziarnem, natomiast na wielu zagranicznych stronach wychodzi coś innego – Pies, Małpa. Oczywiście niektóre pokrywają się z Waszymi wynikami... Z czego wynikać może różnica i ewentualnie kto ma rację?
Koleżanka wysłała mi link do kalendarza Majów... Kiny są zupełnie inaczej liczone. Skąd ta rozbieżność?
● Dlaczego wprowadzacie ludzi w błąd, skoro na stronie (tu link) jest inaczej... Skąd macie pewność, że wasza interpretacja jest prawdziwa?... Itp.



Od pewnego czasu znów napływa fala pytań o poprawność kalibracji Tzolkin z kalendarzem gregoriańskim. – To oznacza, że w przestrzeni pojawił się kolejny impuls przebudzenia. To bardzo dobry znak – ludzie podświadomie go odebrali, zaczynają się zastanawiać, szukać, dociekać...

Odkrywcą klucza do kalendarza Tzolkin jest dr Jose Argüelles. Kod do wiedzy zapisanej w Świętym Kalendarzu Argüelles znalazł w 1987 roku – po 33 latach studiów nad kulturą, religią i systemami kalendarzowymi starożytnych Majów. Połowę tego okresu spędził on wśród ruin Jukatanu. Drogę swoich poszukiwań i efekty odkryć opublikował w kwietniu 1987 roku w epokowym dziele Faktor Majów. Mimo to przeliczanie dat Tzolkin możliwe było tylko dla znawców tematyki. Dlatego Argüelles prowadził badania dalej, aż znalazł wspólny algorytm i zsynchronizował 260-dniowy Tzolkin z 365-dniowym kalendarzem gregoriańskim, umożliwiając tym samym każdemu człowiekowi bezpośredni dostęp do uniwersalnej wiedzy Mistrzów. To narzędzie nazwał Kalendarzem 13 Księżyców (Dreamspell). Natomiast samodzielne, proste przeliczanie dat umożliwia tabela wartości kinów. Dzięki Argüellesowi mamy więc bezpośredni dostęp do sieci wewnętrznych powiązań w Tzolkin i naszych osobistych w niej wątków rozpisanych na 52 lata życia, rodziny solarnej, fali narodzin, partnerów krzyża powiązań, grup harmonii itd. Te informacje zapisane są w metryce galaktycznej za pomocą symboli Tzolkin. Jak je odczytywać, wyjaśniają podręczniki: Przewodnik i Klucz do Kalendarza.



Energia dnia 8.10.2013 - szczegółowe dane o kinie dnia wg kalibracji dr. Jose Argüellesa
/*Link do programu przesłała nam Kaśka /1 Oc, w 2011 r.


Od czasu odszyfrowania Tzolkin przez Argüellesa powstało wiele różnych przeliczników i „doktryn”, dziś ze sobą konkurujących, z których każda próbuje dowieść, że tylko ta, a nie żadna inna jest jedyną „prawdziwą”. Dr Argüelles nie wdawał się w polemiki, nie czuł takiej potrzeby, on Wiedział. Wiedza zakodowana w Tzolkin pochodzi z wymiaru duchowego, nie jest związana z czasem i przestrzenią. Świadomość ludzka, do której adresowana jest ta wiedza, też „porusza się” w wymiarze bezczasowości. Natomiast kalibracja (osadzenie wiedzy Uniwersum w czasie od - do) jest dziełem człowieka. Starożytni Majowie umiejscowili Tzolkin jako miarę czasu w codziennym biegu czasu, aby nie stracić orientacji w linearnym czasie i trójwymiarowej przestrzeni.

Człowiek jako istota stwórcza ma prawo wpływać na obszary duchowe i w nich współoddziaływać. Dlatego każda definicja kalendarza Majów, która umiejscawia Tzolkin w kalendarzu gregoriańskim, jest prawidłowa dla osoby, która ją stwarza lub z nią pracuje. Jest to subiektywna, ludzka decyzja i w pełni prawidłowa. Każda dyskusja czy spór o definicję jest wynikiem tego, że ktoś czegoś nie zrozumiał... Można pracować z dowolnym przelicznikiem (ale jednym!), a nawet swoim własnym. Nie wprowadzi to żadnego chaosu, bo to, co się naprawdę liczy, to rezonans z energią duchową...

Kwestia kalibracji była wielokrotnie omawiana w artykułach i nie będziemy już do niej wracać. Pełne wyjaśnienie przyczyn rozbieżności zainteresowani mogą znaleźć w książce H. Kotwickiej 2012. Początek końca czy radość początku?” (PULSAR).

Na gruncie polskim wiedzę o Tzolkin, kinach narodzin, Kalendarzu 13 Księżyców zaszczepiła Hanna Kotwicka w 2001 roku. Jeśli na stronach anglojęzycznych znajdujecie inne nazwy kinów niż na naszej, tzn. inną pieczęć i liczbę, to tam powinniście kierować swoje pytania. Przy okazji zwróćcie uwagę, co wam się tam proponuje oprócz zaspokojenia ciekawości nazwą znaku narodzin.

My opieramy się na dorobku naukowym dr. Jose Argüellesa, niekwestionowanego odkrywcy i geniusza wszechczasów. Został on uznany i uhonorowany także przez Starszyznę Majów. Stało się to niespodziewanie podczas ceremonii odprawianej na szczycie Piramidy Słońca w Teotihuacan, w 2005 roku. To tam nadano mu imię Valum Votan (Zamykający Cykl) i podziękowano uroczyście za udostępnienie światu kodów matematycznych do świętej wiedzy przodków.


Energia dn. 8.10.2013 - kalibracja wg dr. J. Argüellesa,
Law of the Time

Jeśli ktoś uważa, że studiowanie Tzolkin jest dla niego zbyt zawiłe albo zbyt czasochłonne - już teraz może rozpocząć pracę z kartami Wyroczni Majów, która w rzeczywistości nie jest żadną wyrocznią ani wróżbą, lecz osobistym drogowskazem, nauczycielem, przewodnikiem na drodze, przyjacielem człowieka. Efekty ujawnią się stosunkowo szybko, a być może natychmiast. Między innymi z myślą o tych osobach ukazało się jej wznowienie. Na listopad zaplanowaliśmy też spotkanie z Wyrocznią Majów i wspólne "surfowanie" na fali przypomnienia.

...................
*Link z kluczem do pobrania interaktywnego programu w języku angielskim udostępnimy wszystkim zainteresowanym.


[8.10.2013 /4 Etznab]




OBJAŚNIENIA do "KSIĘGI TRONU"


W odpowiedzi na wasze pytania:

Dzięki wspaniałej redakcji "Księgę" czyta się płynnie. Pewne trudności może sprawiać zupełnie nowe słownictwo, ale podobnie bywało też z lekturą naszych publikacji. Natomiast stosunkowo nieliczne błędy, w większości techniczne, zdarzają się we wszystkich książkach. Nie umniejsza to w niczym jakości i całości przekazu. Bądźmy wdzięczni Losowi za to, że podarował nam tę Wielką Wiedzę i okażmy prawdziwy szacunek Osobom, dzięki którym dziś trzymamy "Księgę" w swoich dłoniach.

A teraz nanieście poprawki i temat uznajemy za zamknięty.

ERRATA do tomu 1:

Str. 31, akapit 4, wiersz 7:
jest: 162 Kin
powinno być: 164. Kin,

Str. 34, akapit 2, wiersz 3:
jest: „Następnego dnia, w roku Nadtonowego Czarodzieja..."
powinno być: „Następnego dnia, w dniu Nadtonowego Czarodzieja...”,

Str. 34, akapit 3, wiersz 3-4 od dołu:
jest: „52 dni wcześniej, w roku Nadtonowego Czarodzieja...”
powinno być: „52 dni wcześniej, w dniu Nadtonowego Wiatru...”,

str. 88, wiersz 1-2:
jest: „tworzy 365-dniowy cykl solarny, mniej niż Dzień Poza Czasem”,
tu chodzi o 365-dniowy cykl solarny włącznie z Dniem Poza Czasem”, tzn. 13x28 +1=364+1=365,

str. 102, wiersz 4:
jest: 200-2004
powinno być: 2000-2004

str. 124, akapit 3, wiersz 5:
jest: Popol Duh
powinno być: Popol Vuh

str. 404, akapit 2, wiersz 2-3:
jest: Jeśli weźmiesz liczbę 13 i podniesiesz do kwadratu jej cyfry, otrzymasz liczbę 91”,
tu: chodzi chyba o sumę liczb od 1-13, czyli: 1+2+3+4+5+6+7+8+9+10+11+12+13=91,

str. 450, akapit 4, wiersz 3:
jest: 12:20,
powinno być: 13:20.

UWAGI do tomu 1:





[14-11-2011] NOWY ZAWÓD: HAKER PAŃSTWOWY


Ponownie zaczniemy od fragmentu z książki „2012. Początek końca czy radość początku”, str. 61:

"Tę machinę należy w porę powstrzymać, zanim umocni się Święte Oficjum Nowej Inkwizycji. Decydująca jest tutaj determinacja, niezależność, samodzielne myślenie. Elitarni kontrolerzy najchętniej uczyniliby z nas podrzędne, posłuszne stado"...

Określenie „społeczeństwo nadzorowane” przyjęło się już dość powszechnie jako definicja stanu „permanentnego i powszechnego nadzoru”, jakiemu podlegamy i dobrowolnie się poddajemy. W coraz większym stopniu nasze życie codzienne jest poddawane ciągłemu nadzorowi i kontroli przy użyciu nowoczesnych technologii. Coraz łatwiej przechodzimy też nad tym do porządku dziennego, akceptując gromadzenie i przetwarzanie danych jako niezbędny element „współczesnego modelu życia”. Jednak zasady działania społeczeństwa nadzorowanego nie są wcale łatwe do zauważenia i rozszyfrowania. Jeszcze mniej intuicyjne okazuje się identyfikowanie specyficznych zagrożeń związanych z jego funkcjonowaniem. Ciągłe i niewidoczne ograniczanie swobód jednostki, zarówno poprzez kontrolę, jak i przez zarządzanie nami i kształtowanie nas dzięki zdobytej wiedzy, to także fakt, że coraz więcej grup obywateli zostaje wykluczonych z życia społecznego, gdyż definiuje się je jako grupy ryzyka, Fundacja Panoptykon.


„WIELKI BRAT W INTERNECIE”

Według artykułu Ewy Siedleckiej:
Źródło: Gazeta Wyborcza

MSWiA złożyło do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w ramach konkursu „Bezpieczeństwo i obronność państwa” zlecenie na stworzenie „Autonomicznych narzędzi wspomagających zwalczanie przestępczości”. W „celach szczegółowych”, jakie realizować ma to narzędzie, wymieniło m.in.

● opracowanie narzędzi do identyfikacji tożsamości osób popełniających przestępstwa w sieci,
● kamuflujących swoją tożsamość przy użyciu serwera Proxy i sieci TOR;
● opracowanie narzędzi umożliwiających niejawne i zdalne uzyskiwanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalanie;
● opracowanie narzędzi do dynamicznego blokowania treści niezgodnych z obowiązujących prawem, publikowanych w sieciach teleinformatycznych.

MSWiA i ABW naruszyło zatem prawo:

□ „Cele szczegółowe” zlecenia MSWiA, czyli:
Art. 269 b k.k., który mówi: „Kto wytwarza, pozyskuje, zbywa lub udostępnia innym osobom urządzenia lub programy komputerowe przystosowane do popełnienia przestępstwa”...

□ „Zdalne uzyskiwanie dostępu” do komputera, treści przesyłanych w internecie, przełamywanie zabezpieczeń Proksy i TOR, czyli:
Art. 267 par. 3 kk., który mówi: „Kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się (...) urządzeniem lub oprogramowaniem”...

□ „Blokowania” treści, czyli:
Art. 269 a k.k., który mówi: „Kto, nie będąc do tego uprawnionym, przez transmisję, zniszczenie, usunięcie, uszkodzenie, utrudnienie dostępu lub zmianę danych informatycznych, w istotnym stopniu zakłóca pracę systemu komputerowego lub sieci teleinformatycznej”...


MSWiA samo oceniło, że nie ma uprawnień do realizacji przynajmniej części „celów szczegółowych”. Przygotowało nowelizację ustawy o policji, która daje takie uprawnienia...
W projekcie nowelizacji uzasadnia: „Zauważono rosnące zainteresowanie grup przestępczych lub terrorystycznych ogólnie dostępnymi technologiami informatycznymi umożliwiającymi szyfrowanie kanałów łączności pomiędzy komputerami lub przestrzeni dyskowej tych komputerów. (...) Jedyną skuteczną metodą przełamania tego typu barier jest uzyskanie przez Policję i inne służby niejawnego dostępu do treści rozmów i danych przed ich zaszyfrowaniem, co jest możliwe tylko na komputerze, którym posługuje się ewentualny przestępca. Dostęp taki można uzyskać dzięki instalacji na komputerze osoby będącej w zainteresowaniu służb specjalnego oprogramowania, które w sposób niejawny będzie monitorowało wszelkie czynności wykonywane na nim, a rezultat tego monitoringu będzie przekazywany poprzez sieć internet do zainteresowanych służb. Niestety, w chwili obecnej stosowanie tego rodzaju narzędzi w Polsce nie jest prawnie usankcjonowane, z czego świat przestępczy doskonale zdaje sobie sprawę”.
(...)
Czy mamy na to pozwolić?

Nie powinniśmy się zgodzić na kontrolę całej komunikacji w sieci. Szczególnie tej, którą chronimy przed dostępem osób trzecich: e-maili, czatów, gadu-gadu, skypa. Nie możemy się zgodzić na „włamywanie się do komputera” bez zgody sądu, uważa prof. Wróbel z UJ.
(...)
Kilkanaście lat temu, pewien dziennikarz przeprowadzał ze mną wywiad na temat cenzury internetu w Chinach. Traktowaliśmy temat w kategoriach smutnej ciekawostki, z pozycji ludzi, którzy żyją w kraju demokratycznym, mówi Krzysztof Młynarski, informatyk, specjalista od bezpieczeństwa systemów operacyjnych. Któż wówczas mógł przypuszczać, że kilkanaście lat później będzie to temat aktualny w ponoć wolnej Polsce, czy w Europie?
(...)
Rząd USA, pod hasłem ochrony praw autorskich, naciska na Unię Europejską, by przyjąć porozumienie ACTA, które – jak alarmują organizacje broniące wolności w internecie – wymusi skonstruowanie narzędzi zdolnych skontrolować każdy przesyłany plik.
(...)
Ile by to miało kosztować? Nie wiadomo, bo na razie trwa konkurs dla ewentualnych wykonawców zlecenia MSWiA... Na 32 projekty (w tym także projekt MSWiA)... przeznaczono 170 mln złotych.

Całość na: wyborcza.pl/1,75478,10599376,Wielki_Brat_w_internecie.html#ixzz1dV2SipeH


„GW”: Ewa Siedlecka: „HAKER PAŃSTWOWY”
(fragmenty)

(...) MSWiA chciałoby np. przełamywać zabezpieczenia szyfrujące sieci Tor i systemu Proxy używane m.in. przez banki do ochrony przelewów internetowych. Albo blokować treści w sieci – do czego nie ma uprawnień nikt oprócz operatorów internetowych. A także móc „niejawnie i zdalnie uzyskiwać dostęp do zapisu na informatycznym nośniku danych, do treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz je utrwalać” – czyli włamywać się do komputerów i podglądać ich zawartość bez wiedzy właścicieli.

Stowarzyszenie Blogmedia24 skierowało 31 października br. [kin 51 P, «12 Chuen» /«Fala Ahau», przyp.] doniesienie do prokuratury w sprawie popełnienia przez MSWiA przestępstwa. Z kodeksu karnego (art. 269b) wynika bowiem, że ani policja, ani służby specjalne nie mają prawa zlecać tworzenia narzędzi hakerskich.

(...) Na jakiej więc podstawie prawnej zamierza zdobyć te hakerskie narzędzia? Resort odpowiada, że „badania naukowe lub prace rozwojowe na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa” są zgodne z ustawą o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. – Nie ma nic dziwnego w budowaniu narzędzi, które będą legalizowane dopiero po stworzeniu. Najpierw powstał samochód, potem stworzono przepisy ruchu drogowego – tłumaczy... dyrektor departamentu bezpieczeństwa publicznego w MSWiA.

Tylko że blokowanie treści w internecie czy włamywanie się do komputerów bez zgody sądu jest już zakazane. Skoro zaś włamywać się bez zgody sądu do komputerów nie wolno, to może chodzi o sposób omijania zgody sądu – jak to się dzieje w przypadku kontrolowania naszych billingów i innych danych teleinformatycznych?

(...) Prof. Wróbel przypomina natomiast zalecenie Parlamentu Europejskiego z 2009 r. Wzywa ono członków UE do gwarancji, by zdalne przeszukiwanie komputerów i internetu - o ile dopuszcza je prawo krajowe – dozwolone było tylko za zgodą sądu. Inne rozwiązania europarlament ocenia jako naruszające zasadę państwa prawa i prawo do prywatności...

Źródło: Gazeta Wyborcza
Całość na: wyborcza.pl/1,75478,10599922,Haker_panstwowy.html#ixzz1dOYap2fN




Dr JOSÉ ARGÜELLES NIE ŻYJE



W środę 23 marca 2011, odszedł od nas dr José Argüelles, odkrywca klucza do Tzolkin, twórca Kronik Kosmicznych, niezapomniany Valuum Votan, człowiek wielki i skromny, geniusz, jeden z największych myślicieli naszych czasów. Chwała mu...






José zmarl tego samego dnia co Elizabeth Taylor, legenda światowego kina.


25.03.2011




ŚWIECE


Świece są ważnym symbolem podczas każdej uroczystości. Rozjaśniają przestrzeń, przywołują subtelne siły, podarowują światło temu, co było wcześniej zacienione, przynoszą nadzieję, pomagają w koncentracji, spełnieniu życzeń, spaleniu lęków, są wyrazem zwycięstwa Światła nad Cieniem. Możemy je zapalić w konkretnej intencji, np. by przesłać miłość bliskiej osobie, ludziom, na sytuację itp.

My będziemy zapalać je razem w rytmie 13 dni. W międzyczasie będziemy dopracowywać szczegóły, posiłkując się wiedzą fachowców-praktyków jak na przykład Jeanne Ruland. Zaczniemy od świec.

Oczyszczanie świec

Świece należy zapalać w skupieniu, z czcią, gracją. Zanim wzniecimy płomień, powinniśmy je oczyścić. Większość osób zupełnie o tym zapomina, niektóre zaś w ogóle o tym nie słyszały. A przecież zanim świece trafiły do naszych domów, wiele osób trzymało je w rękach, zostawiając ślady, które nie zawsze są obojętne dla przebiegu ceremonii.

Istnieje wiele sposobów na oczyszczanie świec z obcej energii. W zależności od rodzaju można je opłukać lub spryskać słoną wodą albo okadzić ziołami, np. mieszanką z białej szałwii, kamfory i lawendy lub inną. Można też oczyścić je mentalnie: należy sobie wyobrazić strumień białego lub fioletowego światła, który spływając na świece, usuwa z nich wszystko, co negatywne.


Namaszczenie olejkami eterycznymi

Świece można też namaścić olejkiem eterycznym, by wzmocnić działanie. Rodzaj olejku każdy wybiera sam, zgodnie z intencją, np. w sprawach uczuć olejek różany. W zależności od wielkości świecy wystarczy 1–3 kropli, najczęściej jest to 1 kropla. Podczas namaszczania należy w skupieniu wypowiedzieć intencję.

Wskazówki:
● Jeśli chcemy przyciągnąć do życia coś konkretnego, powinniśmy rozprowadzać olejek od góry do środka świecy, a następnie od dołu do środka.
● Aby oddalić coś z życia, to chcąc rozpuścić wszelkie punkty przyciągania, należy nacierać świecę od środka do góry, a potem od środka w dół.


Świece ceremonialne można przygotować dużo wcześniej, by w razie potrzeby mieć je zawsze pod ręką.
Na przykład,
● gdy ktoś będzie pilnie potrzebował wsparcia w trudnej sytuacji,
● gdy nasi bliscy lub my sami poczujemy się słabo,
● by przywołać i aktywować siły anielskie
● podczas szczególnych uroczystości rodzinnych.

Wygaszenie płomienia

Świeca zapalona w określonej intencji powinna wypalić się do końca. Wcześniej należy zadbać o to, aby nie stała przy otwartym oknie lub w przeciągu.
Jeśli z jakiegoś powodu musimy zgasić płomień, warto użyć do tego specjalnego wygaszacza. Rytualna świeca nie powinna być NIGDY zdmuchnięta. W przeciwnym razie zostanie zniszczona cała skupiona w niej energia.


Przechowywanie świec

Oczyszczone świece powinny być odpowiednio przechowywane. Należy zawinąć je w bibułę lub bawełnianą serwetkę i ułożyć w szczególnym pudełku lub ozdobnej skrzyneczce.


Piątek, dnia 25 lutego 2011
Kin 63, Niebieska Spektralna Noc





DZIECI NOWEGO CZASU


Dzieci Nowego Czasu są inne – są one kimś szczególnym. Ich rodzice są – jakby tu powiedzieć - terminującymi aniołami albo aniołami w procesie kształcenia, którzy poprzez swoje ziemskie dzieci uczą się odpowiedzialności. Dzieci te wzmacniają, a nawet zwielokrotniają to, co wysyłają ich rodzice. Otwierają one nowe-stare wzorce energetyczne i subtelne częstotliwości.

Jeanne Ruland, matka trojga dzieci, uzdrowicielka, autorka książek dobrze znana w Polsce, mówi o pięciu grupach dzieci Nowego Czasu. Są to: dzieci indygo, dzieci kryształowe, gwiezdne dzieci, dzieci tęczowe i dzieci-delfiny.


● Dzieci indygo – przywódcy Nowego Czasu

W ich aurze dominuje kolor niebieski indygo i krystalicznie biały. Dzieci te mają też inna znaki szczególne: bezwzględnie odrzucają autorytety i domagają się równoznacznego traktowania. Są bardzo pewne siebie, chodzą własnymi ścieżkami.
Potrzebują niewiele snu, szybko się nudzą, ponieważ istotę rzeczy ogarniają nad wyraz szybko. Czasami przewyższają nawet aktualny stopień rozwoju. Są aktywnymi telepatami, bez trudu odbierają i wysyłają informacje.
W szkole czują się tłumione, nie wahają się korygować nawet nauczycieli, doprowadzając ich do złości.
Dzieci indygo wzmacniają energię przestrzeni. To sprawia, że czujemy się zestresowani w obecności tych małych, nieokiełznanych osobowości, których wszędzie pełno.
Kiedy jednak otworzymy się na dzieci indygo, możemy doświadczyć cudu życia we własnej przestrzeni.

Jak motywować dzieci indygo?

Należy zarezerwować sobie trochę czasu. Dla tych dzieci ważne jest ustalenie klarownych zasad, jasnych struktur i zdrowych granic, np. telewizja maksymalnie 2 godziny tygodniowo.

Rodzice mogą i powinni rozpoznać osobowość dziecka, zadając mu pytania ujmujące jego wewnętrzną mądrość. Należy słuchać uważnie, co mówi dziecko, a potem koncentrować się na dobrym, lojalnym, odpowiedzialnym pierwiastku w jego wnętrzu, a nie na jego lękach i obawach. Ważne jest, aby wzmacniać samozaufanie dziecka, pozwolić mu podjąć samodzielną decyzję, dokonać wyboru. Należy też wyznaczyć mu miejsce w domu, w którym może być sobą, tzn. takie, jakie jest i gdzie będzie mile widziane.
Rodzice powinni wspólnie ze swoim indygo-dzieckiem znaleźć nowe drogi i tymi drogami razem kroczyć. To jest ich kluczowe zadanie na obecne czasy.


● Dzieci kryształowe – nosiciele pokoju

Wokół tych dzieci wyczuwa się nieopisany spokój. Energetycznie są one bardzo ciche, pasywne. Śpią długo, kochają Naturę. Jeśli coś robią, robią to z dużą cierpliwością i zawsze przyjmują tę samą postawę.
Okazują innym wiele współczucia, przebaczają szybko. Są emaptyczne i wyjątkowo sensytywne, nawet jeśli na początku tego się nie zauważa.
Świat odkrywają na swój własny sposób. Podczas pływania, wspinaczki czy ćwiczeń mają zadziwiająco wyrównaną sylwetkę.
Niezwykle szybko rozszyfrowują łamigłówki, techniczne zagadki czy sposób funkcjonowania jakiejś rzeczy. Są twórcze i uzdolnione artystycznie. Ponieważ z reguly są bardzo nieśmiałe, cieszą się, gdy zostaną zauważone, zagadnięte i docenione.
Dzieci kryształowe rejestrują wszystko – gromadzą informacje niczym kryształ. Są wspaniałymi słuchaczami, rozumieją nawet bez wypowiadania słów na wewnętrznej płaszczyźnie. Reagują najczęściej od środka, a potem odzwierciedlają faktyczny stan w rodzinie lub partnerstwie.
Są one bardzo lubiane, mimo iż nawiązują mało kontaktów. W szkole są raczej ciche, ale z wielkim zainteresowaniem śledzą to, co się dzieje.

Jak motywować dzieci kryształowe?

Ważne, aby poświęcać im czas i bawić się z nimi. Lubią przebywać z ludźmi spokojnymi. Kiedy zada im się konkretne pytanie, bardzo często dają zaskakującą odpowiedź.

Dzieci kryształowe są powiązane z aniołami i przewodnikami duchowymi, niosą w sobie głęboką mądrość. Ich zadaniem jest przynieść pokój i zakotwiczyć go na Ziemi. Czynią to zawsze, niezależnie co robią i gdzie się znajdują.


● Gwiezdne dzieci - odkrywcy i wynalazcy

Gwiezdne dzieci są duszami, które przychodzą do nas z odległej przyszłości i z odległych systemów słonecznych, by pobudzić rozwój na Ziemi. W naszym świecie inkarnują się z reguły pierwszy raz, dlatego niemal wszystko je interesuje. Czasami nie czują się tutaj jak w domu. Wszystko wydaje im się zbyt gęste, ciężkie, staromodne, zesztywniałe. Mają wysokowibrujące pole energetyczne, przypominające czyste, krystalicznie lśniące światło. Są wyjątkowo pojętne i lotne.

Jak dotąd nikomu nie udało się przetransformować ich energii do poziomu ziemskich częstotliwości. Gwiezdne dzieci próbują zaszczepić tutaj to, co przyniosły z odległych światów. Na płaszczyźnie duchowej uchodzą za stare mądre dusze i wspaniałych nauczycieli. Dlatego także na Ziemi oczekują, aby je zauważyć, traktować godnie, z powagą. Wtedy stają się bardzo przyjazne i ciepłe.

Bardzo często malują obce światy i opowiadają historie, które dorośli uznają za wybujałą wyobraźnię i fantazję. Uwielbiają wyzwania z zakresu nauki i nie rozumieją, co to znaczy stres czy trema, ponieważ należą do zupełnie innego pola. Bardzo szybko się nudzą. Dla rodziców dzieci te są prawdziwym wyzwaniem.


● Dzieci tęczowe i dzieci-kwiaty – opiekunowie prastarej wiedzy

Tęcza jest bardzo stara, a jednocześnie zawsze nowa. Kiedy po burzy pojawi się na niebie, wprawia ludzi w dobry nastrój. I takie właśnie są te dzieci. Łączą ze sobą światy, niosą prastarą wiedzę Ziemi, przynoszą nadzieję i radość, że Ziemia wciąż się odnawia.

Dzieci tęczowe i dzieci-kwiaty niosą w sobie całe spektrum barw i są mocno związane z Ziemią. Rozmawiają z kamieniami, skałami, roślinami i zwierzętami. Często widzą duchy Natury, anioły i świetliste istoty. Najchętniej bawią się na powietrzu, odrzucają wszelkie plastikowe zabawki, które błyszczą lub wysyłają migające sygnały. Lubią tańczyć w plenerze, budować coś z materiału, który znajdą w okolicy.

W szkole na świadectwie dzieci tęczowych i dzieci-kwiatów nierzadko widnieje adnotacja: wciąż zamyślone, „nieobecne”, mało aktywne na lekcji. Mimo to są one artystycznie utalentowane i kreatywne, mają wysoki potencjał twórczy i chętnie dają mu wyraz.

Dzieci, które jednoczą w sobie siłę tęczy, potrzebują zrozumienia, przebywania w Naturze i możliwości wyrażania. Są powiązane ze źródłem w swoim wnętrzu. Rodzice powinni wzmacniać ich kontakt z aniołami i siłami Natury, uwzględniając to w dniu powszednim. Codzienne rytuały jak odmawianie pacierza czy pozdrowienia anielskiego, zapalenie świecy albo dmuchanie w łapacza snów jest dla dzieci tęczowych bardzo ważne.


● Dzieci-delfiny – uzdrowiciele uczuć

Nazywane są również dziećmi światła i uczuć. Dzieci-delfiny rodzą się na Ziemi od niedawna. Można je rozpoznać po wysuniętym do przodu, wypukłym czole, jak również po tryskającej z nich radości. Zwykłe bycie tutaj sprawia im wielką przyjemność.
Ich pole energetyczne mieni się we wszystkich odcieniach niebieskiego, turkusu, krystalicznej bieli. Na poziomie duchowym są powiązane z serafinami (stwórczymi aniołami).

Dzieci te bardzo wcześnie komunikują się z biologiczną matką, którą same sobie wybiorą. W czasie ciąży można je wyczuwać wszędzie wokół. Nie sposób przeoczyć harmonijnych, klarownych impulsów, które wysyłają przyszłej matce. Noszenie ich w łonie sprawia nieopisaną radość kobiecie. Ciężarna matka czuje ogromną potrzebę pływania i kąpieli. Ciągnie ją nad wodę lub na wieś.
Dusze tych dzieci przyciągają ludzi, mimo iż fizycznie nie ma ich jeszcze na świecie. Wokół wytwarza się zawsze przyjazna, lekka atmosfera, robi się jasno.

Dzieci-delfiny wnoszą wiele światła i miłości do rodziny. Ich żeńska i męska strona jest bardzo wyważona. Mogą płynąć z nurtem, dać się całkowicie pochłonąć zabawie, jak również potrafią być niezwykle wojownicze i uparcie forsować to, co aktualnie mają w głowie.
Dzieci-delfiny uwielbiają dźwięki, harmonijne tony, muzykę, ruch, taniec. Śpią mało, są wyjątkowo czujne, szybkie, obecne w teraźniejszości. Zadają niecodzienne pytania i byłoby dobrze, by je ośmielić i wydobyć odpowiedzi z ich wnętrza.



Piątek, dnia 7 stycznia 2011
Kin 14, Biały Magnetyczny Mag
Siła mądrości serca i miłości do bliźniego
Symbol ducha kobiecości




ŻYWNOŚĆ MASOWEGO RAŻENIA





Polska jest dziś na etapie, na którym Amerykanie byli w latach 70. Biotechnologicznym gigantom zależy, aby nasze prawo było wprowadzaniu upraw modyfikowanych jak najbardziej przychylne. Potrzebna jest w tej sprawie otwarta, publiczna dyskusja, bo nie chodzi tylko o to, czy żywność GMO jest bezpieczna dla zdrowia. Chodzi o to, jak w przyszłości będziemy karmieni. Chodzi o to, czy oddamy całe nasze jedzenie w ręce monsantów, cargilli czy tysonów. Chodzi o to, czy chcemy być traktowani jak bydło.


Za zgodą Autora zamieszczamy obszerne fragmenty artykułu opublikowanego w „Przekroju” w nr. 12/2010:


Maciej Jarkowiec „Żywność masowego rażenia”



W amerykańskim przemyśle spożywczym liczą się dwie rzeczy – pokarm i konsument. Pierwszy jest przetworzony, więc tani, a drugi gruby, więc łasy. Oto prawdziwa sztuka tuczu.
(...)
Według danych rządu Stanów Zjednoczonych raczkujące dziś pokolenie Amerykanów będzie pierwszym od stulecia, które pożyje krócej od swoich rodziców. Powód: otyłość. Co trzecie amerykańskie dziecko ma chroniczną nadwagę, a co za tym idzie – jest skazane na nadciśnienie, cukrzycę, astmę albo raka.
(...)
„Jesteś tym, co jesz” – mawiają za oceanem. Jeśli popularne powiedzenie potraktować dosłownie, naród amerykański jest zaprojektowanym w laboratorium, genetycznie zmodyfikowanym i wielokrotnie przetworzonym produktem wielkiej korporacji.

Nasiona

Największym żywicielem Ameryki jest dziś Monsanto – firma, która przez dziesięciolecia produkowała trucizny, jak środek owadobójczy DDT czy zawierający dioksyny preparat niszczący roślinność, używany przez amerykańską armię w Wietnamie. W połowie lat 80. korporacja Monsanto z giganta chemicznego przepoczwarzyła się w giganta spożywczego. Oprócz środków do trucia naukowcy w jej laboratoriach zaczęli po prostu wymyślać środki do jedzenia. W 1982 roku jako pierwsi zmodyfikowali genetycznie komórkę roślinną. I to właśnie na nasionach Monsanto wyrósł wielomiliardowy przemysł żywności genetycznie modyfikowanej (GMO).

Rozkwit interesu umożliwiła decyzja Sądu Najwyższego USA, który w 1980 roku pięcioma głosami przeciw czterem zezwolił na patentowanie żywych organizmów. Sprawa nie dotyczyła wprawdzie nasion GMO, tylko bakterii stworzonej przez General Electric do pożerania wycieków ropy, ale ustanowiła precedens dający początek przejęciu produkcji rolnej przez korporacje. Prawo do zbóż daje przecież władzę nad tym, co ludzie jedzą i czy w ogóle jedzą.

Ludzie Monsanto (firma istnieje od 1901 roku, a kokosy zarabiała już w latach 30. na sprzedaży sacharyny dla Coca-Coli) wpadli na pomysł tak prosty, że aż genialny: produkujemy jednocześnie silny środek chwastobójczy i roślinę, która będzie na niego odporna. Tak powstał Roundup i zmodyfikowana kukurydza. Farmer kupuje oba produkty, obsiewa pole kukurydzą i pryska Roundupem. Roundup kosi wszystko, co żywe, poza kukurydzą. Ta zaś – pozbawiona konkurencji – rośnie wysoka i żółta jak nigdy.

Wszyscy są zadowoleni. Monsanto – bo uzależnił farmera od swoich produktów. Z kolei zadowolenie farmera z wysokiej i żółtej kukurydzy jest tak duże, że podpisuje umowę licencyjną, która zakazuje mu zbierania nasion z zeszłorocznej uprawy, skazując go na coroczną dostawę nasion z Monsanto. Dzięki temu farmer jest jeszcze bardziej uzależniony, a koncern – jeszcze bardziej zadowolony.

Monsanto ma własną policję i siatkę donosicieli. Prawie setka inspektorów wspierana przez informatorów sprawdza, czy producenci kukurydzy nie dopuszczają się – jak ujmuje to koncern – „nasiennego piractwa”.

Firma ma również sposoby na tych, którzy chcą zostać przy zwykłych uprawach.

● Metoda pierwsza: Monsanto systematycznie likwiduje rynek tradycyjnych nasion przez przejmowanie ich producentów... [Np. Seminis – producenta nasion warzywnych i Delta and Pine Land Company, producenta nasion bawełny]. Na rynku zaczyna więc brakować nasion niepozostających pod kontrolą monopolisty.

● Druga metoda: presja prawna. Niesione wiatrem nasiona Monsanto rozsiewają się na pola przypadkowych farmerów, a firma oskarża ich o kradzież. U Bogu ducha winnego delikwenta zjawia się inspektor Monsanto i informuje o dwóch możliwościach:
→ albo zawieramy ugodę i podpisujesz z nami umowę licencyjną,
→ albo mobilizujemy naszych prawników i rozpoczynamy długą batalię sądową. Zanim się skończy – będziesz zrujnowany... Większości farmerów nie stać na prawniczą wojnę i idą na układ z firmą. Ci niepokorni – jak 85-letni Vernon Gansebom z Nebraski – nazywają Monsanto rolniczym gestapo.
(...)
Monsanto jest dziś największym w USA właścicielem biotechnologicznych patentów. Ma ich prawie 700. Nie ma sobie równych na amerykańskim rynku genetycznie modyfikowanej kukurydzy, bawełny, buraków cukrowych, rzepaku, lucerny i soi. W przypadku tej ostatniej – odpowiada za 90 procent sprzedaży. Biorąc pod uwagę fakt, że prawie trzy czwarte żywności przetworzonej... jest genetycznie zmodyfikowane, można sobie wyobrazić, jak ogromny jest wpływ Monsanto na dietę.

[Por. 2012 - Początek końca czy radość początku? /"Przestrogi z Jukatanu", s. 57]

Zboża

(...) W przeciętnym amerykańskim supermarkecie na półkach leży ponad 40 tysięcy różnych produktów spożywczych. Ale to bogactwo wyboru jest pozorne. Większość asortymentu jest zrobiona z tych samych składników. (...) 90 procent przetworzonej żywności w supermarketach ma w składzie albo kukurydzę, albo soję. Do tego sól, cukier i cała gama środków chemicznych decydujących o tym, jak jedzenie smakuje, wygląda i jak długo zachowuje „świeżość”.
(...)
Za taki stan rzeczy odpowiada polityka rolna USA, która od połowy lat 70. zwiększa subsydiowanie uprawy czterech zbóż: kukurydzy, soi, ryżu i pszenicy. Ich zaletą, z punktu widzenia rządu, jest to, że można je składować latami. Dla farmerów najwygodniejsza jest kukurydza, bo najlepiej się sprzedaje. 30 procent ziemi uprawianej dzisiaj w Stanach Zjednoczonych jest obsiane kukurydzą. (...) Dzięki dopłatom kukurydza ląduje na rynku po cenach znacznie poniżej kosztów uprawy. Produkują z niej mączkę i – przede wszystkim – bogaty we fruktozę syrop i sprzedają dalej kilku gigantom kontrolującym rynek przetwarzania żywności – znanym również u nas – Unileverowi, Nestlé, Coca-Coli, Kellogg’s. Żeby było pysznie, czyli słodko, syropem kukurydzianym (jest tańszy od cukru) słodzi się wszystko – ciasteczka i lody, ale też płatki śniadaniowe, pieczywo, a nawet wędliny, sosy w proszku, zupy w proszku, ziemniaki w proszku i hamburgery. Zadowoleni są rolnicy, korporacje i konsumenci. To, że ci ostatni tyją i umierają od tego tycia, mało kogo interesuje.

Przetworzona, wysokokaloryczna żywność jest na półce w supermarkecie dużo tańsza niż świeże warzywa i owoce.
(...) Doktor Adam Drewnowski z Uniwersytetu w Waszyngtonie wyliczył, że najtańsze kalorie mają w sobie

● chipsy (wyprodukowanie 1 megadżula, czyli 239 kilokalorii, kosztuje 20 centów);
● Cola jest tylko ciut droższa (30 centów/MJ),
● Megadżul z marchewki to wydatek 95 centów, a (dla porównania) z soku pomarańczowego – 1,43 dolara.

Hamburger

Sam cukier to za mało, żeby było smacznie. Musi jeszcze być tłusto. Dlatego teraz przerobimy mięso. Amerykańskie mięso jest bardzo tłuste, bo robi się je z kukurydzy. Z kukurydzy z nasion Monsanto. Trudno w to uwierzyć?
(...)
Większość hodowanych w USA krów karmi się kukurydzą lub soją. Krowy są ewolucyjnie przystosowane do jedzenia trawy, ale trawa nie rośnie w hodowlanych konglomeratach, poza tym jest droga, a kukurydza i soja cieszą się znanym nam już korporacyjno-rządowym wsparciem. Na kukurydzy krowa szybciej rośnie, mięso jest bardziej tłuste i tańsze. Przeciętny Amerykanin zjada dziś 90 kilogramów mięsa rocznie (Polak 65), czyli o 30 kilogramów więcej niż przed 50 laty.


(...) Oczywiście świeże mięso w kawałku, mimo że wyhodowane na taniej kukurydzy, jest dużo droższe od mięsa przetworzonego. Dlatego niezamożny Amerykanin spożywa przede wszystkim mięso po wielokrotnych fabrycznych przejściach – w postaci hamburgera. Mięso w typowym amerykańskim hamburgerze... pochodzi z kilkuset zwierząt. „Mięso” jest tu terminem umownym, bo miele się resztki tego, co nie „poszło” w postaci steków – tłuste ścinki, oczy, uszy i podroby. Kto jest największym odbiorcą mielonej wołowiny w USA? McDonald’s.
(...)
Badania potwierdziły, że najbardziej prawdopodobną przyczyną dręczącej Amerykanów epidemii zakażeń bakterią E.coli jest karmienie krów kukurydzą. Bakterią, która pojawiła się w wołowinie na początku lat 80., gdy tempa nabierał rozwój przemysłu mięsnego, zaraża się 70 tysięcy Amerykanów rocznie. Choć zazwyczaj kończy się na kilkudniowych biegunkach, niektórzy jednak umierają... lub zostają sparaliżowani... Zakażeń można by uniknąć, gdyby mięso było porządnie badane.

Kurczaki


(...) Nie gorzej od producentów wołowiny radzą sobie bossowie od kurczaków. Na wzór Monsanto wyspecjalizowali się w uzależnianiu od siebie hodowców. Korporacja stawia halę produkcyjną wartą 300 tysięcy dolarów i podpisuje z farmerem kontrakt. Hale i kury należą do firmy, rolnik dostaje wypłatę za samą hodowlę. Dziesiątki tysięcy ptaków stłoczonych w jednej hali, na dostarczonej przez firmę paszy, rośnie w 48 dni do rozmiaru, jaki jeszcze przed 30 laty osiągały w trzy miesiące. Taki kurczak nie umie nawet chodzić, bo kości nie nadążają za rosnącą jak szalona masą mięśniową. Raz na kilka lat bossowie zgłaszają się do rolnika i przedstawiają listę koniecznych unowocześnień. Możliwości odmowy nie ma, bo firma zerwie kontrakt i farmer zostanie z wielotysięcznym długiem. Więc unowocześnia – znów na kredyt, który dalej wiąże go z korporacją.

Prawo

Żeby interes się kręcił, trzeba mieć swoich ludzi w rządzie. Lobby przemysłu spożywczego kontroluje wszystkie kluczowe dla siebie urzędy i stanowiska w Waszyngtonie. (...) Pozycję branży rolno-spożywczej w Waszyngtonie cementuje też 1,2 miliarda dolarów wydanych przez ostatnie 10 lat na lobbowanie Kongresu i Białego Domu.

To dzięki tym pieniądzom rokrocznie spada liczba przypadków kontroli mięsa. (...) Również dzięki nim w USA nie trzeba na etykietach informować konsumentów, czy żywność jest genetycznie modyfikowana albo czy krowom, od których pochodzi mleko, wstrzykiwano sztuczne hormony. Co więcej, producenci hormonów (w tym największy – uwaga – Monsanto) walczą o to, żeby nie można było mówić ludziom, że mleko NIE pochodzi od krów faszerowanych hormonami. Dziś, jeśli producent chce poinformować o tym odbiorcę, musi na nalepce dorzucić informację, że wedle znanych badań mleko z hormonami jest tak samo dobre. Trwa batalia o to, aby w przyszłości Amerykanie nie mogli się dowiedzieć, czy świnia, z której kotlet jedzą, została poczęta naturalnie, czy w laboratorium genetycznym.

To dzięki pieniądzom wydanym na lobbing branża skutecznie rozmyła definicję żywności ekologicznej (organic). Zachowując na etykiecie przyznawany przez rząd stempel organic, można dziś do jedzenia dodawać środki wzmacniające smak i zapach, spulchniacze, sztuczne tłuszcze, można używać roślin nawożonych i transportowanych z drugiego końca świata. To, że branża organic jest warta 23 miliardy dolarów rocznie i rozwija się szybciej od innych sektorów spożywczych, nie znaczy, że Amerykanie zaczęli jeść zdrowo – choć wielu z nich tak myśli. Najbardziej popularne marki żywności organic należą do gigantów: Nestlé, Krafta, Coca-Coli. Zdrowa żywność została kupiona przez korporacje i przestała być zdrowa. Wreszcie – dzięki „legalnej korupcji”, jak często nazywa się lobbing – w USA nie ma publicznej dyskusji na temat żywności GMO. W korporacyjno-politycznych gabinetach już zdecydowano, że jest bezpieczna i uratuje ludzkość przed głodem.

Sprzedaż

Skoro się wyprodukowało, trzeba sprzedać. Tym zajmą się specjaliści od marketingu. Branża wydaje na reklamę 36 miliardów dolarów rocznie, w tym 13 miliardów na przekaz skierowany do dzieci. Mały Amerykanin ogląda codziennie 30 spotów telewizyjnych reklamujących słodki i tłusty junk food.
(...)
Oczywiście USA nie są jedynym krajem, gdzie produkcja żywności została uprzemysłowiona. Jednak nigdzie indziej aż tak silnej kontroli nad tym, co jedzą ludzie, nie dzierży kilka potężnych podmiotów. Polska jest dziś na etapie, na którym Amerykanie byli w latach 70. Nasze rolnictwo się reformuje, przed władzą kluczowe decyzje, które ukształtują system na lata. Trwają prace nad ustawą o GMO. Biotechnologicznym gigantom zależy, aby nasze prawo było wprowadzaniu upraw modyfikowanych jak najbardziej przychylne. Potrzebna jest w tej sprawie otwarta, publiczna dyskusja, bo nie chodzi tylko o to, czy żywność GMO jest bezpieczna dla zdrowia. Chodzi o to, jak w przyszłości będziemy karmieni. Chodzi o to, czy oddamy całe nasze jedzenie w ręce monsantów, cargilli czy tysonów. Chodzi o to, czy chcemy być traktowani jak bydło. [Koniec]


Maciej Jarkowiec
Żródło: „Przekrój” 12/2010
Cały artykuł czytaj na: http://www.przekroj.pl/wydarzenia_swiat_artykul,6546.html


» wyświetl same pytania

Twoje pytanie...
Imię i nazwisko:
E-mail:
Temat: *
Treść pytania: *
 

« poprzednie 8   
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 
21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34
   następne 8 »