W OBRONIE PILOTÓW TU-154M
1 czerwca br. – kin 54,
Mag 2 /Fala Wędrowca – została upubliczniona kopia stenogramu z zapisem rozmów z kokpitu Tu-154M. Niektórzy mieli obiekcje co do zasadności ujawnienia ich treści, ale premier postąpił słusznie, podejmując taką a nie inną decyzję. Dzięki temu upadła część teorii spiskowych, a opinia publiczna została w znacznej mierze uspokojona. Oczywiście, pojawiły się nowe pytania, ale zupełnie uzasadnione, bez emocji, na spokojnie.
Jest zrozumiałe, że pierwsze wnioski na temat ewentualnych przyczyn katastrofy będzie można wyciągnąć dopiero po zsynchronizowaniu rozmów ze wszystkimi parametrami lotu, zarejestrowanymi przez pozostałe czarne skrzynki - i jest to zadanie wyłącznie dla ekspertów. Tego samego zdania są wszyscy piloci zapraszani do mediów, dlatego z wielką ostrożnością mówią o swoich spostrzeżeniach.
Zadziwiające jest jednak to, że część ekspertów nadal uważa, że za katastrofę winny jest wyłącznie dowódca samolotu. W świetle znanej już treści stenogramu jest to zbyt pochopna, niczym nieuzasadniona opinia.
Poważne zastrzeżenia co do winy załogi ma emerytowany pilot, ppłk. Janusz Więckowski, który osiągnął nalot blisko 20 tysięcy godzin, w tym około 2,5 tysiąca godzin na Tu-154M. Jego zdaniem samolot mógł stracić sterowność na skutek awarii silnika, być może odłączyła się wcześniej jakaś część i uszkodziła system hydrauliczny. W pierwszej chwili załoga mogła się nie zorientować, ale i tak byłaby bezradna. Przypatrując się uważnie rozrzuconym fragmentom tupolewa, zwrócił on uwagę na niestopioną, niepoobijaną, zachowaną w zbyt dobrym stanie turbinę, co przy silniku pracującym do ostatniej chwili byłoby niemożliwe. Swoje uwagi przekazał osobiście Edmundowi Klichowi. Odzewu nie było.
Zobacz:
Dalej,
pilot ppłk Bartosz Stroiński z 36. specpułku, który wraz z kolegami pomagał stronie rosyjskiej rozpoznawać głosy tragicznie zmarłych członków załogi, zauważył, że pod ujawnionym dokumentem stenogramu Nr 1 brakuje jego podpisu, który złożył na oryginale – jak twierdzi – przed 2 maja br.
Dalej,
jest też wielce prawdopodobne, że radiolatarnia w Smoleńsku była uszkodzona, stąd błędne odczyty odległości. Wtedy Rosja musiałaby wypłacić Polsce ogromne odszkodowania. Po katastrofie rosyjskie samoloty wojskowe robiły zwiad nad Smoleńskiem, ale nie ujawniły żadnych danych.
Z treści opublikowanego stenogramu może też wynikać, że błąd mogli popełnić kontrolerzy z wieży nawigacyjnej w Smoleńsku, informując załogę, że jest bliżej pasa startowego, niż faktycznie była. W takiej sytuacji, w momencie uderzenia w linię drzew, piloci byli przekonani, że znajdują się na poprawnym kursie, nad pasem... Niestety, zabrakło im kilkaset metrów.
O godz. 8:39 i 31 sek. wszystko przebiegało bez problemów; wieża podała: "8 na kursie i ścieżce", a 7 sekund później: „Pas wolny”. O godz. 8:39 i 59 sek. – wieża informowała, że samolot jest na wysokości 400 metrów...
Zobacz TVN24: „Dlaczego podeszli do lądowania? Ostatnie słowa załogi Tu-154M”.
W stenogramach NIC nie wskazuje na ewidentną winę pilotów.
Dlaczego nikt się nie zastanawia, jak czują się rodziny tragicznie zmarłych członków załogi,
słysząc bezwzględne słowa oskarżenia?
Upublicznienie stenogramów to chyba też ten moment, aby z siedzeń w Sejmie i spod Pałacu Prezydenckiego zniknęły w końcu portrety i kwiaty pozostałych ofiar katastrofy. Jednych się czci, a innych pomawia. A gdzie miejsce na solidarność?
Piątek, dnia 4 czerwca 2010
Kin 57,
Czerwona Wiodąca Ziemia
Siła nawigacji, pracy zespołowej, szacunku dla życia i żyjących
Podążanie za nitką do kłębka kontra przedwczesne wnioski
(wg „Klucz do kalendarza”, s. 42 - Caban)
Piąty dzień Fali Wędrowca – ukierunkowanie
Cd. artykuł z dn. 7 czerwca 2010 r.